Marian Jurczyk - zły prezydent

Z Encyklopedia Pomorza Zachodniego - pomeranica.pl
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Marian Jurczyk – zły prezydent (2008)

Wywiad-rzeka autorstwa Piotra Zielińskiego z inspiracji Mariana Jurczyka


Marian Jurczyk-zły prezydent
Marian Jurczyk-zły prezydent
'
Autor Piotr Zieliński
Rok wydania 2008
Miejsce wydania Szczecin
Liczba stron 233
Rodzaj wywiad rzeka
[ Zobacz Marian Jurczyk-zły prezydent w zbiorach Książnicy Pomorskiej.]




Streszczenie

Marian Jurczyk odpowiada na pytania dziennikarza Piotra Zielińskiego, tak aby ukazać dobre i złe strony swojego życia oraz podejmowanych decyzji, ponieważ jak mówi : - „Przyszło nam żyć w czasach zakłamanych, kiedy to liczy się wysokość konta bankowego, a rodzice stosują nowe trendy w wychowaniu młodzieży“. Marian Jurczyk uważa, że sferą duchową i patriotyczną interesuje się niewielka część młodzieży i właśnie do młodzieży chciałby tę książkę zaadresować, ponieważ młodzież „ nie zna tego wszystkiego, co myśmy tu wtedy przeżywali. Nie ma pojęcia, co wtedy robiłem, a nasze media nie zawsze traktują mnie sprawiedliwie". Na stwierdzenie dziennikarza, że niektóre pytania będą bolesne, Marian Jurczyk odpowiada, że nie boi się trudnych pytań, bo swoje już przeżył. Męczono go fizycznie i psychicznie. Zamordowano mu dzieci. Lekarze wycięli mu dwa segmenty prawego płuca. Siedział w Warszawie w więzieniu na Rakowieckiej. Zamknęli go tam z artykułu 123 Kodeksu Karnego. Obciążono próbą obalenia systemu komunistycznego, za co wtedy groziła mu kara od pięciu lat więzienia do kary śmierci włącznie.

Dedykacja dla Mieszkańców Szczecina i żony Genowefy.

Na temat drugiej prezydentury, mówi że zarzucano mu nieróbstwo, mimo że z całym Kolegium Prezydenckim bardzo ciężko pracowali. Uważa, że dziś wszyscy z tej ekipy mogą spokojnie spojrzeć ludziom prosto w oczy, mimo że prasa nieustannie go krytykowała i „to, że Jurczyk jest zły i coś tam znowu zbroił, wywalano wołami na pół strony, a wyjaśnienia „upychano gdzieś u dołu, małymi literkami. Nikt tego nawet nie czytał.“

Dopiero podczas pobytu w szpitalu zrozumiał, że odwiedzają go tylko ludzie mu życzliwi, „Bo już przecież wiedzieli, że przegrałem wybory i przechodzę na emeryturę“. Męczą go też, jego procesy, ale nie poddaje się. Wierzy, że sprawiedliwość zatriumfuje.

Na pytanie o rodzinę odpowiada, że jest synem Kazimierza Jurczyka i Cecylii z Basiaków, która zmarła w roku 1950, dożywszy 38. lat. Miał starszego brata, Czesława i młodszą siostrę, Alfredę. Lubi odwiedzać rodzinne strony. Miał zaledwie cztery lata, kiedy wybuchła II wojna światowa. Ojciec ożenił się ponownie. Nie bardzo pamięta okres okupacji niemieckiej. Miał wtedy siedem lat. Po wojnie dom i gospodarstwo w Karczewicach znajdowało się w opłakanym stanie. Był nieustannie zmęczony. Zasypiał nad zeszytami. Mając niespełna 16 lat i wątłą budowę najął się do ciężkiej fizycznej pracy w Częstochowskich Zakładach Przemysłu Lniarskiego Stradom. Potem pracował przy rozbudowie Huty Częstochowa. Do pracy do Szczecina przyjechał na zaproszenie szwagra, który był dźwigowym w Zarządzie Portu i napisał w liście :- „No dobra, niech Marian przyjeżdża.“ Zamieszkał u szwagra na Pogodnie. Dostał pracę w Stoczni Szczecińskiej na malarni i poznał dziewczynę o imieniu Klara. „Nawet planowaliśmy ślub“. Bieda nie pozwoliła im na zawarcie związku małżeńskiego. Lekarz zabronił mu pracy w malarni. W wojsku poznał kolegę o nazwisku Sabat. Były to Wojska Artyleryjskie w Toruniu. Stąd wyniósł szacunek do munduru i uczucie patriotyzmu. Klara wyszła za mąż, on ożenił się z jej siostrą, Ireną, w roku 1950. (To była jego pierwsza żona). Zamieszkali u niego w hotelu robotniczym przy ul. Bankowej, obecnie ul.Starzyńskiego.

Na pytanie, jak wtedy wyglądał Szczecin i czy coś się tu zmieniło, odpowiedział, że to nadal zniszczone miasto, nie mające szczęścia do władz, które w większości były przywożone tu w teczce z Warszawy. „Ci ludzie nie czuli pulsu tego miasta, nie wiedzieli, czym naprawdę żyją jego mieszkańcy.“ „Wtedy polityka dominowała nad gospodarką.“ Marian Jurczyk przekwalifikował się na spawacza i zaczął zauważać, że w Stoczni dzieje się wiele złych rzeczy. „Że są równi i równiejsi. Że partyjnym żyje się lepiej“. Już w roku 1958 dochodziło w Stoczni do sytuacji strajkowych „o czym nawet nie wszyscy stoczniowcy wiedzieli”. W roku 1959 odgórnie nadano Stoczni nazwę im. Adolfa Warskiego-Warszawskiego, podczas gdy stoczniowcy woleliby patronat swojego wielkiego Polaka, a nie przedwojennego żydowskiego komunisty.

Atmosferę w Stoczni ocenia następująco : „ Występowało zjawisko wywyższania się stoczniowej biurokracji. A przecież ona dzięki nam żyła ! I to nieźle żyła ! Na przykład, robotnik przychodzi do biura z jakimś pismem do podpisu, naturalnie spocony, umorusany, prosto z produkcji, bo tam się chodziło w przerwie śniadaniowej, nie było czasu na kąpiele. Zaś biurowe panienki w krzyk, proszę uważać, nie dotykać biurka, wszystko taki pobrudzi. I nosy zatykają, pouczają ostrym głosem albo nawet papierami wykładają posadzkę, by robotnik nie zasmarował jej olejami“. „Oni, w tej dyrekcji, mieli parkiety, palmy, dywany, eleganckie meble, obrazy, a nigdy nie wystarczało im pieniędzy, aby nam na wydziale zainstalować prysznice". Na pytanie, czy ta właśnie atmosfera była powodem protestu w grudniu 1970 roku, odpowiada :-„Na pewno nie najważniejszym. Nie ona zdecydowała. Nasz zdecydowany protest wywołała dopiero podwyżka cen..... zarabiało się wtedy grosze, naprawdę. Ludzie z trudem wiązali koniec z końcem. Rzadko komu starczało do pierwszego. Bardzo wielu było zadłużonych w kasach zapomogowo-pożyczkowych. Dobrze mieli tylko kombinatorzy. No i komuniści.... to nas wszystkich upokarzało, takie życie. Mówili nam, lepiej pracujcie, to lepiej będziecie żyli. Ale to było tylko jeszcze jedno kłamstwo. Właściwie stale kłamstwo. Bo to chaos i nieustanny komunistyczny bałagan powodowały, ze nie dawało się pracować lepiej. Co z tego, żeśmy podgonili statek, skoro nie można było go potem przeholować na wyposażeniowe, ponieważ nawalili z dostawami wyposażenia kooperanci.“

Na pytanie dziennikarza o donoszenie Marian Jurczyk odpowiada, że podczas przesłuchania nękali go psychicznie, więc postanowił grać z nimi w kotka i myszkę, aż w końcu „ Wsadzili mnie do samochodu, wywieźli do lasu, przyłożyli pistolet do głowy i wrzasnęli: – tu zginiesz, zakopiemy cię, nikt nawet nie będzie wiedział, co się z tobą stało. I wtedy zaproponowali mi współpracę. Że mam być ich informatorem. Mam się do tego zobowiązać na piśmie. I dali mi jakiś termin do namysłu. To było ultimatum. Wróciłem do domu roztrzęsiony. Nie spałem całą noc.“ „Pomyślałem sobie zatem, że podpiszę im ten papierek, bo to są mordercy. Dla nich zabić człowieka, to tyle, co splunąć. Mówiąc szczerze, przestraszyłem się. Byłem jeszcze młody, miałem żonę, syna, nie chciałem umierać. Ale pomyślałem zaraz, że ich przechytrzę, będę udawał głupiego, robił lipne raporty, coś w tym stylu. Przysięgałem sobie, że na nikogo nie doniosę, nikomu nie zaszkodzę. Potem to wszystko okazało się jednak trudne do przeprowadzenia, bo oni tacy głupi nie byli. Mimo wszystko swoje postanowienie zrealizowałem. Nikomu nie zaszkodziłem, na nikogo nie doniosłem. Nigdy nie wziąłem od nich żadnych pieniędzy. Potem to się urwało, bo oni ze mnie zrezygnowali. Okazałem się dla nich bezwartościowy. “ „Oni tak naprawdę nigdy mnie nie wykreślili.....Nikt kto o mnie teraz źle myśli i osądza, nie zastanowi się przez choć przez chwilę, a jak on by się w takiej sytuacji zachował, gdyby mu w lesie przytykano pistolet do głowy. Byłby bohaterem ? .........A teraz taki ktoś mówi do mnie ty ubeku !.....“ Gdy dziennikarz mówi, że Sąd Najwyższy ostatecznie uwolnił Jurczyka od świadomego donoszenia, ten odpowiada, że wyrok sądu to jedno, a wyrok publiczności drugie. „To przylgnęło do mnie na całe życie. Muszę z tym żyć....wiem, jak było naprawdę i nikomu nie zrobiłem krzywdy. Nie mam wyrzutów sumienia, chociaż złamano mi życie.....potem ubecja jeszcze mnie prześladowała. Poszedłem na kilka lat do więzienia w latach osiemdziesiątych, miedzy innymi siedziałem na Rakowieckie w Warszawie. Zabito mi też dzieci.“


Marian Jurczyk odpowiada dziennikarzowi, że wierzył, że jako senator może pomóc w zwalczaniu zła i rożnych patologii, patrząc rządzącym na ręce i wysłuchując skrzywdzonych. Jednakże nowy ustrój przyniósł swobodę wypowiedzi, ale nie zniósł arogancji władzy, „która – jak za komuny – opinii społeczeństwa w ogóle nie przyjmowała do wiadomości.“


Mówi, że szczecinianie wiele razy dawali dowody patriotyzmu i ofiarności. To oni sfinansowali pomnik Ofiar Grudnia'80. To mieszkańcy Szczecina jawnie protestowali przeciwko totalitarnej władzy w latach 1970, 1971, 1980 i 1988.


W Posłowiu „Moim Drogim Czytelnikom i Rodakom“ pisze, że historia ma wiele kolorów. „Wolność słowa to piękna sprawa. Polacy walczyli całe pokolenia i dzisiaj to trzeba uszanować. Nie wolno kaleczyć tych zdobyczy, o które z tak wielkim trudem i wysiłkiem, a nawet ofiarami, żeśmy walczyli.“ „W tej książce nie ma zemsty i dlatego chciałbym, aby służyła pewnej refleksji.“

O książce

Podziękowanie dla sponsorów

Marian Jurczyk - zły prezydent to wywiad–rzeka z byłym prezydentem Szczecina, przeprowadzony przez Piotra Zielińskiego, znanego szczecińskiego dziennikarza Głosu Szczecińskiego. Książka powstała z myślą o młodzieży. Marian Jurczyk odpowiada na pytania dziennikarza w sposób prosty i bezpośredni m.in. o rodzinie, okupacji niemieckiej, pierwszych dniach w Szczecinie, Stoczni, Grudniu, Sierpniu, swoich dzieciach, Okrągłym Stole, Solidarności, Prezydenturze i upadku. Zleceniodawcą napisania książki był sam Marian Jurczyk. Wywiad opiera się na osobistej rozmowie popartej dokumentacją przedstawioną przez Mariana Jurczyka: przemówienia przemieszane z fragmentami prasowych publikacji, fotografie. Jednakże, jak mówił sam Jurczyk, jest to tylko część jego wspomnień. Założeniem tytułu książki jest zwrócenie uwagi czytelnika, pobudzenie go do refleksji i wyciągnięcia samodzielnych właściwych wniosków. Marian Jurczyk nie boi się ocen, stwierdza fakty, których był świadkiem. Twierdzi, że w książce opowiada o wszystkich, nawet bolesnych historiach. Ujawnia też nowe fakty z lat 70. i 80. oraz kuluary decyzji, które podejmował w okresach, gdy dwukrotnie był prezydentem Szczecina i senatorem. Przedstawiona przez Piotra Zielińskiego postać Mariana Jurczyka budzi sympatię i jest bliska ludziom, ponieważ " kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem". Ten prosty człowiek, wątły a uparty chłop z genów, potem chłoporobotnik - skutek systemu, nastolatek któremu wojna odebrała dzieciństwo, rzucony do wielkiego świata na tzw. Ziemie Odzyskane, mierzy się z rzeczywistością walki o byt i widzi fałsz i zakłamanie, chamstwo, nieuczciwość, brak sprawiedliwości. Na garbie ludzi pracy pasie się system i biurokracja, a On chce zmienić świat i ma popleczników. Nie jest sam, ale sam ponosi skutki tej walki. Najwyższą ceną jest zamordowanie syna i synowej oraz nieuznawanie przez sądy tegoż faktu. Ponosi karę za brak pokory, za prawdę, za próby oszukania systemu. Ten uparty, hardy, odważny i walczący o prawdę i sprawiedliwość człowiek, pod przymusem i groźbą śmierci, podejmuje decyzję wbrew sobie, bo chce żyć, bo jest młody, bo ma syna i żonę. I choć walczy dla dobra prostych ludzi, zostaje przez większość z nich potępiony, a wyniesiony na salony i stanowiska, wykorzystany przez karierowiczów. Można by rzec "kozioł ofiarny". Jednak nadal pozostaje skromny i dumny. Z godnością znosi los. Niczego nie żałuje i nie rozczula się nad sobą. Surowa w swym wyrazie okładka pokazuje bogactwo osoby Mariana Jurczyka, jako symbolu człowieka skromnego, zatroskanego o los ojczyzny, pochylonego w zadumie.

Książka dedykowana jest Mieszkańcom Szczecina, którzy obdarzyli Mariana Jurczyka zaufaniem, wybierając go na Przewodniczącego Komitetu Strajkowego, Senatora i Prezydenta Miasta Szczecina oraz jego drugiej żonie, Genowefie. Zawiera następujące rozdziały :

  • Rozdział I – Upadek
  • Rozdział II – Młodość
  • Rozdział III – Stocznia
  • Rozdział IV – Grudzień
  • Rozdział V – Sierpień
  • Rozdział VI – Karnawał
  • Rozdział VII – Wojna
  • Rozdział VII – Dzieci
  • Rozdział IX – Stół
  • Rozdział X – S'Osiemdziesiąt
  • Rozdział XI – Senator
  • Rozdział XII – Prezydent

i posłowie.

Książka zawiera 233 strony, ( 225 plus 8 zawierających kolorowe zdjęcia na papierze kredowym), 12 rozdziałów, posłowie i galerię zdjęć oraz Przemówienie Prezydenta Miasta Szczecin z okazji odsłonięcia pomnika „Ofiar Grudnia 1970 “ w dniu 28 sierpnia 2005 r. w Szczecinie na Placu Solidarności.

Marian Jurczyk na kartach książki dziękuje osobom i firmom, dzięki którym ta książka powstała: Stoczni Szczecińskiej Nowa, Jerzemu Wiśniewskiemu, Jackowi Ciubakowi, Pawłowi Golemie, Wiesławowi Wierzchosiowi, Władysławowi Lisewskiemu, Joannie i Tadeuszowi Dudojć, Targowisku Turzyn.

Zdjęcia wybrane

Piotr Zieliński, Marian Jurczyk-zły prezydent, Szczecin 2008



Ciekawostki

  • Przed promocją książki Marian Jurczyk pojawił się w stoczni, gdzie spotkał się z nielicznymi już pracownikami Stoczni Nowa.

Źródła

Bibliografia

Inne



IES64.png
Autor opracowania: Ewa Bączkowska