Józef Gazda

Z Encyklopedia Pomorza Zachodniego - pomeranica.pl
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Józef Gazda
brak zdjecia
Data urodzenia 15 kwietnia 1904
Miejsce urodzenia Wrocanka k. Krosna
Data śmierci 23 grudnia 1967
Miejsce śmierci Sochaczew


Józef Gazda (1904-1967) - fotograf krajobrazowy, powstaniec warszawski, pionier, osadnik na Ziemiach Zachodnich, działacz samorządowy, społecznik, administrator. Od 1 kwietnia do 30 czerwca 1945 r., sekretarz Gminy Gościno; od 1 lipca 1945 r. do 31 lipca 1948 r., pierwszy powojenny wójt Gościna i kierownik Urzędu Stanu Cywilnego na trzy gminy.

Życiorys

Józef Gazda urodził się 15 kwietnia 1904 r. we wsi Wrocanka koło Krosna. Był synem Karola Gazdy, majstra wiertacza naftowego, kierownika szybu w kopalni w Borysławiu i Anieli z Dróbków, kierowniczki kółka rolniczego i właścicielki sklepu we Wrocance. W 1909 r. rodzina przeniosła się do Jasła, potem do niedalekich od miasta Gorajowic.

Szkołę podstawową skończył w Jaśle, gimnazjum w Krakowie, pod okiem starszego o jedenaście lat brata Franciszka i jego żony Barbary z Hammerów, Austriaczki, pianistki, pochodzącej z zamożnej wiedeńskiej rodziny.

Wytwórnia Fotograficznych Kart Widokowych

Józef Gazda02.jpg
Pocztówka wydana w serii „Polonia admirabilis” (Polska podziwu godna)
Józef Gazda06.jpg

W roku 1927 bracia założyli w Krakowie wydawnictwo kart widokowych. Robili zdjęcia polskim krajobrazom i zabytkom, a dystrybucję pocztówek powierzyli początkowo Towarzystwu Księgarń Kolejowych RUCH, później sprzedawał je Józef, kiedy przeniósł się do Warszawy.

Helena Gazda

W lutym 1929 r., w kościele św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu, Józef Gazda ożenił się z Heleną z domu Marciniak, z zawodu nauczycielką. 6 listopada 1929 r. urodził im się syn - Zbigniew.


W roku 1937 bracia przenieśli całą firmę do Warszawy. Na ul. Koszykowej 53 powstała Wytwórnia Fotograficznych Kart Widokowych FRANCISZEK GAZDA. Wkrótce przeprowadzili się na ul. Piusa XI 47A (dziś ul. Piękna), z drugim wejściem od ul. Koszykowej 66. Była tam główna siedziba Wytwórni, atelier i mieszkanie. W sklepie na ul. Wielkiej 22 (dziś Plac Defilad) Józef sprzedawał pocztówki i materiały piśmienne. Mieli tam też drugie mieszkanie i drugie atelier.


10 listopada 1942 r. zmarł nagle Franciszek, miał zaledwie 49 lat. Współwłaścicielką firmy, aż do wybuchu powstania warszawskiego, kiedy to zrezygnowała z tej funkcji, została córka Franciszka, Eveline. Po jej rezygnacji jedynymi właścicielami wydawnictwa stali się Józef wraz z żoną Heleną. Wytwórnia istniała do kapitulacji powstania, w którym walczył Józef (w stopniu sierżanta), wcześniej obrońca Warszawy w kampanii wrześniowej 1939 r. (1/II Baon ON), jeniec obozu niemieckiego i partyzant.

Legitymacja powstańcza Józefa Gazdy

Po kapitulacji powstania, przed wyjściem do obozu w Pruszkowie, Gazdowie zakopali w piwnicy sprzęt fotograficzny i laboratoryjny, zapasy papieru fotograficznego, archiwum wydawnictwa, gotowe pocztówki i szklane negatywy. Wyszli bez syna, piętnastoletni Zbyszek zaginął podczas powstania, odnaleźli go dopiero po wojnie. Do Pruszkowa nie doszli: „Uciekliśmy z drogi, dekując się u obcych ludzi aż do wyzwolenia” – pisał Józef we wspomnieniach. Kiedy w styczniu 1945 r. wrócili do Warszawy, okazało się, że stracili wszystko. Niemcy zburzyli obie kamienice, zakopany w piwnicy sprzęt fotograficzny i laboratoryjny rozkradli szabrownicy, a szklane negatywy zostały w większości rozbite. Te, które ocalały wygrzebali z gruzów i wozili ze sobą, wędrując po Polsce w poszukiwaniu miejsca do godnego życia. 77 szklanych negatywów warszawskich pocztówek Helena oddała po śmierci męża do Muzeum Warszawy.

Widokówki z pięknymi zdjęciami polskich krajobrazów, miast, zabytków architektury, pomników, ale też stadniny koni w Janowie, hal górskich pełnych owiec, czy tzw. „pocztówki rodzajowe” (imieninowe, świąteczne), z białymi passe-partout, ręcznymi napisami, łatwo rozpoznawalne, budziły podziw przed wojną, budzą i dziś. Nic dziwnego, że się dobrze sprzedawały. Bracia zgromadzili duży majątek, obliczony przez Wydział Strat Wojennych m. st. Warszawy (z 27 lipca 1945 r.) na ponad trzy miliony współczesnych złotych. Zamieszkali w podwarszawskim Pruszkowie i próbowali reaktywować Wytwórnię. W Warszawie, w Krakowie i w Szczecinie. Nie udało im się znaleźć odpowiedniego lokalu, mimo pozytywnych opinii władz miejskich. Postanowili przenieść się na Zachód, do Szczecina. Najpierw wyjechał tam Józef, bez rodziny. Helena ciągle szukała syna.

Pionierskie lata w Gościnie

Józef Gazda.jpg

Józef dotarł do Gościna a nie do Szczecina w marcu 1945 r., a już 1 kwietnia objął stanowisko sekretarza gminy i wystąpił z wnioskiem o przyznanie mu prawa własności do domu i gospodarstwa rolnego. Kiedy odnalazł się Zbyszek, pojechał po rodzinę, jak wynika z podania do Urzędu Repatriacyjnego w Pruszkowie, z 30 czerwca. Prosił o przesiedlenie do Szczecina. Tę podróż we wspomnieniach opisał jednym zdaniem: „Ruszyliśmy ze znalezionym w Magnuszewie synem o żebraczym chlebie na Zachód”.

1 lipca 1945 r. objął posadę wójta Gościna i kierownika Urzędu Stanu Cywilnego. Na Helenę czekała posada „kancelistki” w gminie, a od 1 września nauczycielki w szkole podstawowej, gdzie pracowała do końca lat czterdziestych. Oboje zaangażowali się w działalność społeczną. Helena organizowała Ligę Kobiet i jej przewodniczyła, pracowała w Najwyższej Izbie Kontroli Państwa jako delegatka z terenu, była aktywnym członkiem PCK i prowadziła kursy dla analfabetów. Józef tworzył gościńską PPS i był przewodniczącym partii, został ławnikiem sądu w Koszalinie, zorganizował teatr, pisał teksty przedstawień i sam w nich występował. Zaprzyjaźnił się z wieloma osobami. Był powszechnie lubiany i szanowany.

Młodą kadrę administracji gościńskiej wspierali członkowie najbliższej rodziny Heleny: Józefa Marciniak, pielęgniarka w Domu Dziecka, Wacław i Bronisław Marciniakowie, pracownicy umysłowi, a także Helena Soczyńska, przyszła żona Bronisława, która spisywała w gminie majątek zostawiony przez Niemców. Do Gościna przyjechała też przyrodnia siostra Józefa, Helena. W 1947 r. wyszła za Bronisława Narębskiego. Ich wnuki mieszkają w Gościnie i w okolicach miasta.

Józef Gazda przemawia w Gościnie

Józef Gazda pisał o tych pionierskich dniach i miesiącach w swoich wspomnieniach:

„Dostałem posadę sekretarza gminy w powiecie Kołobrzeg, a wkrótce później wójta urzędującego i urzędnika stanu cywilnego na trzy gminy. Byłem już na posadzie, dostałem domek mieszkalny, organizowałem polskie życie na naszych dawnych ziemiach, gdzie dotąd tkwili Niemcy, łamałem przemoc niemiecką. Oni, mimo ich przegrania w wojnie, nie ustępowali i o każdy dom była bitwa, bo Polaków trzeba było osiedlać, odebrać Niemcom majątek i przekazać w ręce Rodaków. Były to chwile niezapomniane, a często i dramatyczne. Pozmieniałem niemieckie nazwy ulic, wyrugowałem niemczyznę z korzeniami, jak się tylko dało. Osiedlaliśmy naszych ludzi, zorganizowaliśmy polską gminę, polską szkołę podstawową i średnią, polską kolej, różne biura i zakłady. Nie mieliśmy czym obsiać pól, ale i ta trudność pomału znikła”. 

Mimo słów o rugowaniu niemczyzny z korzeniami, w domu Heleny i Józefa mieszkały dwie Niemki – Matylda Schielke, gosposia i jej córka Edelgard. Józef był człowiekiem otwartym, potrafił odróżnić przyjaciół od wrogów i chronił je przed wyjazdem do Niemiec dopóki mógł. Kiedy przestał być wójtem, wyjechały do Gelsenkirchen, ale utrzymywały stały kontakt z rodziną Gazdów.

7 stycznia 1946 r. w domu swoich rodziców urodziła się córka Marzanna.

Nagonka na Józefa rozpoczęła się w 1948 r., kiedy PPS miała się połączyć z PPR i utworzyć PZPR, Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, do której Józef nie chciał się zapisać.

„Wziąłem gospodarstwo rolne, 7 ha. Uprawialiśmy je – ja, żona i syn, uzyskując nawet dobre wyniki i regulując powinności państwowe solidnie. Miałem jednak domek o dziesięciu pokojach, który wpadł w oko pewnym czynnikom. A ponieważ pracowałem już w GS po trzyletniej służbie wójtowskiej, odebrano mi gospodarstwo i przekazano ziemie pod spółdzielnię produkcyjną, która zresztą wnet się rozpadła, a dom oddano Nadleśnictwu, mimo że przez kilka lat płaciłem wszystkie powinności i nominację na gospodarstwo posiadam dotąd, prawnie czy nieprawnie mi odebraną.” 
Rodzina Gazdów przed domem w Gościnie

„Pewnym czynnikom” bardzo się spieszyło. W rodzinnym archiwum jest komplet pism dokumentujących sposób w jaki nowa władza zabrała dom i gospodarstwo. Kiedy Józef Gazda zaczął pracę w GS, zrobiono z tego zarzut i cofnięto mu prawo użytkowania gospodarstwa. Po odwołaniu je przywrócono, ale pod warunkiem, że zwolni się z pracy. Inaczej „zostanie usunięty z danego obiektu”. Naliczano mu podatki z ziemi II klasy i półtora hektara lasu, których nie miał. Odwołał się od płacenia, bez skutku. Walczono z nim domiarami podatku gruntowego, które płacił. Długo trzeba byłoby wyliczać represje wobec wójta, który z wielkim sukcesem „postawił pracę całej administracji gminnej oraz sołectw na bardzo wysokim poziomie”. Nie dożył chwili by te słowa przeczytać. 23 października 1950 r. zapadł wyrok: „Winien obywatel opuścić dany obiekt do dnia 10 listopada 1950 roku”. Bez prawa do odwołania. W ciągu 17 dni Gazdowie musieli się przeprowadzić z domu gdzie było dziesięć pokoi do dwóch zimnych i wilgotnych pomieszczeń. Znowu wszystko stracili, tym razem zrobili to swoi.

W Kołobrzegu

We wrześniu 1951 r. wyjechali do Kołobrzegu, gdzie Józef już pracował.

 „Zarząd PZGS Kołobrzeg ulitował się nad naszą dolą, postarał się o mieszkanie dla nas w Kołobrzegu, dla mnie o dość dobrze płatną posadę zbożowca i nasiennika, kierując mnie przedtem na odpowiedni kurs. Wkrótce przeniesiono mnie do pracy w elewatorach zbożowych w porcie na kierownika administracyjno-handlowego, gdzie mi ta praca bardzo się podobała. Byliśmy szczęśliwi, syn się uczył, córeczka chowała się dobrze, żona tylko cierpiała na zapalenie stawów jako skutek złych warunków mieszkalnych z okresu po wykwaterowaniu nas do wilgotnej nory” - pisał Józef. 

Zamieszkali przy Pstrowskiego 11, na drugim piętrze. Mieszkanie składało się z trzech pokoi i kuchni. Po dwóch latach wyjechali z Kołobrzegu. Społeczna Komisja Lekarska w Słupsku zdecydowała, że Helena musi zmienić klimat z morskiego na śródlądowy.

„Trzeba było nam opuścić cudnie piękne nasze morze oraz Kołobrzeg i szukać znowu chleba gdzie indziej. Polskie Zakłady Zbożowe dały mi zaraz pracę na stanowisko kierownicze z rejonem służbowym Warszawa-Grodzisk Maz.-Pruszków”.

Kombinat młynarski w Szymanowie

W 1957 r. przyszedł czas na kolejną zmianę. Kombinat młynarski w Szymanowie potrzebował kierownika elewatora zbożowego.

„Przeniesiono mnie służbowo do Szymanowa, dano mi piękne mieszkanie z wygodami, w którym do dzisiaj mieszkam, i ładny ogródek. Pracuję tu już dziesięć lat. Byłem kierownikiem elewatora, zaopatrzeniowcem w surowiec zbożowy, a obecnie jestem kierownikiem działu gospodarczo-administracyjnego z uposażeniem 2.100 zł. Pracuję zawodowo, na ile mi sił starcza, udzielam się społecznie, bo mi to daje zadowolenie, że nie marnuję czasu”. 

Bardzo skromnie pisał o swojej społecznej działalności. A przecież był przewodniczącym związków zawodowych. Zorganizował bibliotekę, basen, Sylwestry dla pracowników. Potrafił zgromadzić wokół siebie młodych pracowników młyna i okoliczną młodzież. Stworzył dla nich teatr i różne zespoły muzyczne. Grał w tym teatrze, razem ze swoją córką.

Swoje wspomnienia, które pisał w 1967 r., ostatnim roku swojego życia, wysłał na konkurs pamiętnikarski, zorganizowany przez kilka instytucji, w tym „Zielony Sztandar”i Komisję Badań nad Pamiętnikarstwem Polskiej Akademii Nauk. Wiadomości o nagrodzie i nagrody już nie zdążył odebrać. 20 grudnia został zabrany z pracy do szpitala w Sochaczewie, gdzie zmarł 23 grudnia. Miał 63 lata. Został pochowany na niepokalanowskim cmentarzu. Helena zmarła 11 sierpnia 1990 r. pochowana została razem z nim.

Rodzina

W lutym 1929 r., w kościele św. Krzyża w Warszawie, Józef Gazda ożenił się z Heleną z domu Marciniak, z zawodu nauczycielką.

6 listopada 1929 r. urodził się syn - Zbigniew. Po wojnie skończył gdyńskie gimnazjum i pracował w przedsiębiorstwach budowlanych. Zmarł 14 lipca 1991 r.

Córka, Marzanna de Latour, urodziła się 7 stycznia 1946 r. w Gościnie. Po ukończeniu w 1975 r. polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim przez trzydzieści lat pracowała jako dziennikarka Polskiego Radia. W 2015 r. napisała i wydała książkę o rodzinie: „Drugie życie starych widokówek”.

Wspomnienie o Józefie Gaździe

„Już nigdy potem nie było tak wesoło. Pan Gazda był bardzo dobrym i bardzo gospodarnym człowiekiem. Organizował wtedy nowe miejsca pracy, zatrudnił mnie i dał mi mieszkanie nad biurami w budynku gminy. Dużo zrobił dla Gościna, bo widział wszystkie braki i był dobrym organizatorem. Za wójta Gazdy było w Gościnie bardzo wesoło, bo wójt był bardzo dowcipnym człowiekiem. Zaczynaliśmy pracę od żartów, a jak już pożartowaliśmy, to mówił: „No, już dosyć tego dobrego, idziemy do roboty”. Rozrywka była za wójta Gazdy jak należy. Urządzał dla nas przedstawienia teatralne i ludzie byli bardzo zadowoleni, bo im tego brakowało. Dlatego długo wspominaliśmy te jego czasy i dalej wspominamy, jak się zejdziemy. Taki był dowcipny i taki naprawdę dobry ten nasz wójt”. Opowiadała Anna Statkiewicz, którą przyjął do pracy w gminie.
Autorzy broszury „Gościno – sukces gospodarności na co dzień”, wydanej w roku 1975 z inicjatywy KC PZPR, partii do której Józef nigdy się nie zapisał, wprawdzie błędnie określili datę początku jego pracy na sierpień 1945 r., ale nie skąpili mu pochwał: „Kiedy tę funkcję objął przybyły do Gościna doświadczony administrator, Józef Gazda, postawił pracę całej administracji gminnej oraz sołectw na bardzo wysokim poziomie. Rozpoczęło działalność polskie szkolnictwo, już od 1 września 1945r. rozpoczęła normalny rok szkolny gościńska szkoła podstawowa. Wkrótce uruchomione tu zostało pierwsze kołobrzeskie gimnazjum, dla którego w doszczętnie zniszczonym Kołobrzegu nie można było znaleźć pomieszczenia”. Autorzy broszury zamieścili też informację, że już w maju 1945 r. zorganizowany został w Gościnie urząd gminny, a pierwszym wójtem został, na miesiąc lub półtora miesiąca, jeden z pierwszych mieszkańców, Stefan Pawlak. Bardzo młody człowiek, nie przygotowany do tej funkcji. Józef Gazda, choć się wtedy do tego nie przyznawał, przez długie lata, z sukcesem, zarządzał własną firmą. Tak jak, z sukcesem, przez pełną, trzyletnią kadencję zarządzał gminą Gościno.

Bibliografia

  • Archiwum rodzinne Marzanny de Latour.
  • Buchner-Wrońska, Anna. Lubił teatr, brydża i porządek. „Gazeta Kołobrzeska”, 2014, nr 36, s. 13.
  • Gościno - sukces gospodarności na co dzień. Warszawa: Książka i Wiedza, 1975.
  • Gazda, Józef. W zaraniu mego życia. „Piastun” 2013, nr 6 (55), s. 9.
  • Gazda, Józef. W zaraniu mego życia. „Piastun” 2014, nr 7 (56), s. 23.
  • Gazda, Józef. W zaraniu mego życia. „Piastun” 2014, nr 8 (57), s. 26.
  • Gazda, Józef. W zaraniu mego życia. „Piastun” 2014, nr 3 (58), s. 29.
  • Latour, Marzanna de. Drugie życie starych widokówek. Warszawa : Ekbin Studio PR Ewa Kielak-Ciemniewska, 2015.
  • Latour, Marzanna de. Dwaj chłopcy z Wrocanki. „Piastun” 2013, nr 6(55), s. 27; „Stolica” 2014, nr 5 (2265), s. 59.
  • Latour, Marzanna de. Już nigdy potem nie było tak wesoło. „Głos Gościna” 2015, nr 157, s. 5.
  • Latour, Marzanna de. Mój ojciec, wójt Gościna. „Głos Gościna” 2014, nr 151, s. 10.
  • Latour, Marzanna de. Teresiński teatr mojego ojca. „Prosto z gminy” 2014, nr 7, s. 14.
  • Latour, Marzanna de. Wesołych Świąt! „Stolica” 2011, nr 4 (2229), s. 55.
  • Stopa, Magdalena. Przed wojną i pałacem. Warszawa : Dom Spotkań z Historią, 2015.
  • Zimmermann-Szubra, Wioletta. Śladami braci Gazdów. „Podkarpacie” 2015, nr 43, s. 12.



Logo pomeranica.jpg
Autor opracowania: Marzanna de Latour